„Lalka” Bolesława Prusa w recenzjach, cz. 6 Leon Okręt

O „Lalce” słów kilka 

Od epickiego spokoju i klasycznych form historycznego romansu Sienkiewicza do uczuciowej nierównowagi, trochę bezładnej, jakby nerwowej budowy romansu Prusa – skok wielki. Prości bohaterowie trylogii: Bohunowie, Skrzetuscy, Wołodyjowscy, mają świadomość, charakter, temperament, ale nawet ich świadomość nosi wyraźne cechy charakteru, temperamentu; żądania i żądze mają określone: kochają, cierpią bez namysłów, bez literatury, nie lubują się w procesie własnych odczuwań, nie stawiają nieustannie rozmysłu pomiędzy wolą a czynem; działają pod ciśnieniem nielicznych, prostych impulsów: patriotyzmu, honoru, miłości lub ambicji, chciwości, okrucieństwa. Wypadki wśród których żyją – krwawe, ale nie skomplikowane, nie skłębione, nie zmieszane.

My, zmęczeni widokiem tłumnej, nieokreślonej codzienności, zachwycaliśmy się tą prostotą ubiegłych epok, mistrzowskim odtworzeniem tych szerokich planów, wielkich rysów, ruchów masowych, rozległych. Była to przyjemność podobna do tej, jakiej doznaje się, patrząc przez teleskop na niebo.

W Lalce — od czasów Ogniem i mieczem, najważniejszym wyrazie polskiej beletrystycznej twórczości, mamy inny świat, życie w jego nowych formach, zmodyfikowanych nowymi warunkami; życie strasznie pomącone, zawikłane: gdzie każdy fakt, każde zjawisko jest tylko cząstką ogólniejszej całości, gdzie się one przeplatają, mieszają z sobą, bez miedzy, bez linii odgraniczającej. Zamiast dawnych prostych impulsów, ludźmi kierują najsprzeczniejsze oddziaływania: wyjątkowe uczucia, wyjątkowe poglądy, wyjątkowe szczęście, wyjątkowe dążenia. Charakter Wokulskiego, Rzeckiego, Ochockiego, Szumana, przeinaczany wciąż przez refleksję, zmieniającą kierunki woli, ubarwiającą ją po swojemu, władczynię bezpośrednią, kapryśną. „Z otwartej przestrzeni światła i dźwięków” przechodzimy do „ciemno-purpurowego młyna namiętności”, jak powtarza Brandes, wchodzimy wraz ze wszystkimi tymi ludźmi, którzy wespół z nami badają każdy swój ruch, każde czucie widzimy mechanizm ich życia, widzimy, że nie potrafią zakreślić sobie jasno sfery obowiązków, nie wiedzą, czego chcieć od siebie, od swego serca, od ludzi, od natury.

Wielkim ich bólem jest coś, czego w tym stopniu dawniej nie znano — nierównowaga pomiędzy pragnieniem a możnością; zamiast dawnej decyzji prędkiej, gotowej, widzimy rozmarzenie, leniwą idealizację; zamiast energii stałej, silnej — chwiejną, przypływającą, odpływającą.

Widzimy, że ci ludzie czujnie słuchają, jak ich coś woła „do” czynu i do miłości, ale nie umieją pójść za głosem tej wewnętrznej pobudki; widzimy, że łagodna bierność kobieca przeradza się w bezduszność, półzmysłowe marzycielstwo, terroryzującą, niebezpieczną, zbyt pobłażliwą kokieterię. Zamiast miłości prostej, szczerej, mamy uczucie trawiące, refleksyjne, niewłaściwy jego kierunek, tragedię jego zboczeń, walkę pomiędzy zbytkiem serca z jednej, brakiem z drugiej strony.

Fala życia, która niegdyś tak gwałtownie i wysoko biła, teraz tylko szybko przesuwa się, jak piasek w klepsydrze, małostkowa, nieznaczna. Wypadki zdrobniały: mrowią się, roją i żyją jakimś drobnicowym życiem; widzimy arystokrację, szlachtę, mieszczaństwo, Polaków, Żydów, Niemców, o rysach od siebie pozapożyczanych; wspólnie żyją, kryjąc i uwydatniając egoizm, łataną harmonię niezgodnych usposobień. Kontury wszędzie niezdecydowane, pomieszane; nie wiadomo, kto do kogo należy, dokąd idzie; wszyscy wahają się, odtrącają, rzucają w objęcia, łączą, rozchodzą — jak w sennym marzeniu. A my, czując, że pomimo wszystko jesteśmy dziećmi tej niespokojnej, niewyraźnej epoki, porwani prawdą i masą życia, jaką wre powieść, poddajemy się czarowi świetnego pióra, zachwycamy pięknością Lalki. Jest to przyjemność podobna do tej, jakiej doznaje się, patrząc przez mikroskop na rozmaite ruchy żyjątek w kropli wody.

W nowej swej powieści Prus wzniósł się do wyżyn prawdziwego współczesnego powieściopisarza, wtłaczającego w dzieło syntezę narodowego życia, mieszczącego w nim historię epoki lub jej odłamu, całe armie żyć, całe szeregi stosunków. Prototypem takiej powieści jest Pokój i wojna [!] hr. Tołstoja; Lalka — na mniejszą skalę rozległością pomysłu, szczerością postrzegania, wrażliwością autora na wszystkie kwestie, nurtujące współczesnego człowieka, ma dla nas wartość analogiczną.

Prus również daje nam znać poniekąd, jak bohaterowie jego rozwijają się, starzeją, jakie zmiany zachodzą w ich usposobieniu; całą historię kilku dziesiątków ostatnich lat rzuca za tło powieści; od opisów staromiejskiego życia, węgierskiej kampanii, złudzeń ówczesnej młodzieży, jej entuzjazmu, kiełkowania późniejszych prądów, przechodzimy do obrazów, jak się mieszczaństwo powoli rozpanoszą, Żydzi zaczynają grać coraz większą rolę, arystokracja biednieje, jak warstwy chrześcijańskie patrzą na liczną obok siebie ludność żydowską, jak miasto podnosi się, zabudowywa.

Widzimy zwątpienia wieku starego, upartą chęć wiary, rozmaite prądy moralne w społeczeństwie, zetknięcia z odmiennymi kulturami, rozbudzenie praktycznych celów, niemoc ich osiągnięcia, potęgę handlu, przemysłu — wszystko to niepedantycznie przyrosłe do życia jak codzienna troska — i obok tego wieczyste źródło najgłębszych prawd o człowieku; miłość w postaci nieszczęśliwego uczucia Wokulskiego dla panny Izabeli Łęckiej.

Prus wykazał tutaj, że umysł jego jest na poziomie najważniejszych, najzawilszych zagadnień, rozumie wielką i smutną poezję idealnych dążeń; główna cecha prawdziwego twórcy — sympatia do wszystkiego co ludzkie przeziera wielkimi rysami z całej powieści; równowaga pomiędzy nastrojem a jego wyrazem — kompletna; obrazy barwne, język subtelny, uduchowiony, dialektyka cięta, błyskotliwa, powaga wobec etycznych zadań życia, jaką spotykamy tylko u Tołstoja i Bourgeta, szczerość bezwarunkowa…

Ta książka mogłaby być arcydziełem… Ale nim nie jest. W przelotnym wrażeniu literackim, jak obecne, niepodobna zebrać wszystkich rysów, psujących niezwykłą koncepcję Lalki; nie będziemy mówili ani o humorystycznej przesadzie wielu scen, ani o nietrafności obserwacji, ani o bezładzie kompozycji, tym bardziej że od powieści nie można wymagać surowych linij jakiegoś Partenonu; może ona, jak Watykan, składać się z rozmaitych większych i mniejszych budynków, nieregularnych i nierównomiernych, a pomimo to stanowić imponującą całość, ani o spadkach energii twórczej w zakresie trzech tomów — to wszystko, można by w poważnej krytyce wyszczególnić.

Wobec bijącej z tego dzieła miłości prawdy, troski moralnej, powagi, czytelnik szuka i ma prawo wymagać jedności usposobienia, nastroju, stałego do świata stosunku, jednolitości. W przeciwnym razie, widząc, że wzruszający go autor bardzo często bierze rzecz ze strony wesołej, trochę lekkiej, czasem fantastycznej, czasem bulwarowej, że tak powiem, czytelnik pyta, cóż znaczy poprzednia powaga, jakim jest kąt, pod którym Prus widzi prawdę, jakim jego stosunek do rzeczywistości, jaką jego indywidualność? — który Prus jest prawdziwy, czy ten, który się śmieje, czy ten który płacze. Heraklit czy Demokryt, czy obydwaj razem, czy żaden z pomiędzy nich?

Czy etyczne konsekwencje z powieści Prusa są poważne, czy autor Lalki ma prawo żądać, jak Zola, Daudet, Tołstoj, aby mu wierzono?

Nic dziwnego, jeśli czytelnik w ten sposób zaznaczy swą nieufność. Lalce brak indywidualności nie dlatego, żeby jej autor tak jak Szekspir, co „po Bogu najwięcej stworzył”, roztapiał się w stworzeniu i nie posiadał indywidualności, ale dlatego, że widocznie drogą literackiej sugestii czy wyrobionych upodobań, Prus wcielił w siebie rozmaite sposoby i rodzaje odczuwania. Wcielił doskonale, z głębokim zrozumieniem ich istoty i nieporównaną techniką, ale używając ich obok własnego, zamiast jednego Prusa stworzył trzech czy czterech, mechanicznie obok siebie położonych, nie przenikających się wzajemnie, niezgodnych ze sobą.

Prawdziwego wszyscy znamy. Jest to obserwator życia maluczkich, z delikatnością kobiecą i męską trafnością sądu, gorycz postrzegania łagodzący humorem a la Dickens, bez szarży dowcipny, zabarwiający rzeczywistość podmiotowo, po swojemu, do czego ma zupełne prawo. Takim jest w Lalce dziennik Rzeckiego, obfitujący w najpiękniejsze obrazy, najtrafniejsze spostrzeżenia. I gdyby nie to, że ów Rzecki trochę zanadto przypomina Prusa, że autor nie potrafił ukryć swojego „ja” – wszystkie rozdziały, gdzie stary subiekt spisuje swe wrażenia, byłyby prawie bez zarzutu.

Prawie, gdyż czasem do dziedziny jego wkrada się inny Prus, mający pewną styczność z pierwszym, ale różniący się brakiem smaku, melodramatycznością a la Xavier de Montepin, naiwnością środków artystycznych, wątpliwymi efektami, dosyć rażącą wesołością. Jest to Prus, opisujący karykaturalnie sceny, nic nie mające wspólnego z rzeczywistością, opisujący Paryż, tajemniczych maitres d’hotel, dwuznaczne baronowe, kieszonkowych złodziei, w sposób, który by przyniósł zaszczyt felietoniście susowego dziennika, ale autorowi Lalki nie przynosi żadnego.

Jest jeszcze trzeci Prus, przywdziewający tajemniczą maskę

Hoffmanna, przerzucający się od razu z realności do sfery chimer, zamiast postaci z krwią i ciałem, tworzący symbole, abstrakcje, jak człowiek o zupełnie odrębnym rodzaju badania i odczuwania. Takim jest, kiedy bohaterowi swemu każe spotkać uczonego Geista, który zamyśla odkryciami swymi zrewolucjonizować wiedzę atomistyki, stworzyć nową erę dla innych ludzi, bo dzisiejsi istnienia nie warci. Chociaż rozum nam dyktuje, że nie wydzierżawiliśmy prawdy, że Geist może rzeczywiście odkrył metal przezroczystszy jak szkło i lekki jak puch — wszystkie te tajemnicze rozmowy i cała symbolistyka, wśród żywego, bliskiego nam otoczenia, ta fantazja w biały dzień — odrywa nas od cierpień Wokulskiego, jako przedmiot jego przywiązania wydaje się czymś nieujętym, mglistym, a przede wszystkim niezgodnym z traktowaniem rzeczywistości przez ciąg całego dzieła. W takich współczesnych powieściach, dla estetycznych celów i dla jednolitego charakteru, fabuła winna być prawdziwszą od rzeczywistości, która podobno jest największym nieprawdopodobieństwem.

A najwidoczniejszym, najpotężniej dominującym Prusem jest jeszcze inny — nowy — psychologiczny, zaglądający wciąż do wnętrza duszy ludzkiej; Wokulski całą powieść przechodzi monologami, a la Stendhal, ciągłym wsłuchiwaniem się, co czuje i czy co czuje; tutaj na Prusie odbił się wpływ rosyjskiego romansu, którego głębia nie mogła nie porwać i nie olśnić wrażliwości autora Lalki; znać go w całej technice psychologicznej, która ściśle odpowiada klasycznym wzorom Tołstoja i Dostojewskiego; to samo powiedzieć można o zainaugurowanym przez autora Lalki podniesieniu doniosłości snów, półświadomych stanów. Ten systemat patrzenia się na ludzi bardzo poważny, jakkolwiek bardzo łatwo drobnostkowość zastąpić w nim może miejsce głębokości — jest doskonałym warunkiem poznania prawdy; zmusza do zważania rozmaitych motywów działalności, czasem wprost przeciwnych, jest rękojmią… bezstronnych wyników.

Widać jednak, że nie jest on właściwym Prusowi, że przyszedł z zewnątrz; wnosić to można z bardzo szczupłego repertuaru psychologii Prusa, ograniczającej się na ustawicznym powtarzaniu z błyskawiczną szybkością przemijających: nadziei, apatii, rozpaczy, zjawiających się często bez widocznej, dostatecznej przyczyny; wraca to z nużącą jednostajnością, z nieposuwaniem się naprzód, jak w błędnym kole.

Widać stąd jeszcze, że natura Prusa, zbyt długo trzymana w nastroju wewnętrznego pogłębiania, ciągnie wilka do lasu i podszeptuje Wokulskiemu myśli lub słowa, których ten ostatni pomyśleć ani wypowiedzieć nie mógł, gdyż sprzeciwiają się charakterowi jego obserwacji. Są to obserwacje pierwszego Prusa, humorysty a la Dickens. Widać ostatecznie stąd, że nie zdołał on równie dobrze odtworzyć istoty psychologicznego odczuwania, zależnego od wieku, temperamentu. Jego Wokulski nie ma lat czterdziestu pięciu.

W rezultacie te wszystkie sposoby traktowania rzeczy odzywają się mechanicznie, przy zjawieniu się tej lub innej osobistości. Wokulski przynosi ze sobą psychologię, Rzecki dickensowski sentymentalizm, inni karykaturę, inni symboliczną mglistość. Wygląda to na leitmotiv wagnerowskich oper, wygrywanie nieodmiennie przez orkiestrę, ilekroć zza kulis wystąpi ten lub inny śpiewak. Taki brak jedności, charakteryzującej prawdziwie wielki utwór sztuki, obecność jakby kilku twórców, nie identycznych usposobień, poglądów, temperamentu, zdaje się, jest głównym niedoborem Lalki. […]

Jest to fragment recenzji dostępny na stronie: http://pl.wikisource.org/wiki/Recenzje_Lalki/O_%22Lalce%22_s%C5%82%C3%B3w_kilka

Published in: on Styczeń 15, 2014 at 7:17 pm  Comments (1)  

The URI to TrackBack this entry is: https://lalkaprusa.wordpress.com/2014/01/15/lalka-boleslawa-prusa-w-recenzjach-cz-6/trackback/

RSS feed for comments on this post.

One CommentDodaj komentarz

  1. […] Leon Okręt, „Kraj” 25.04.1890 r. […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: