„Lalka” Bolesława Prusa w recenzjach, cz. 7 Kazimierz Ehrenberg

Piśmiennictwo krajowe i zagraniczne. Bolesław Prus: „Lalka”

Recenzja Lalki

Kazimierz Ehrenberg

„Biblioteka Warszawska” 1890, t. 2

 Non omnis moriar! Takimi słowy kończy się najnowsza trzytomowa powieść Bolesława Prusa, nie ze wszystkim zrozumiała, często porywająca potęgą plastyki, zastanawiająca bystrością dowcipu, czasem atoli rażąca czymś niezwykłym, paradoksalnym, zarówno w pomyśle, jak w wykonaniu. Non omnis moriar!2 Takie słowa wyryte są na krzyżu, położonym w miejscu, gdzie niszcząc ślady tego, co mu najwięcej szczęścia i nieszczęścia przyniosło, zginął-Stanisław Wokulski, romantyk z minionej epoki, który nie umiał liczyć się z życiem i prozaicznymi jego warunkami i jednemu uczuciu niepodzielnie oddawszy się, wybitne zdolności i zapał do wielkich rzeczy zmarnował bez celu i bez korzyści.

Czy to ironia? Czy to wyrzut, że tak zawsze będzie, że wieczyście spośród nas wychodzić muszą ludzie, którzy będą powtarzać z tęsknotą czarowne słowa romantycznych wieszczy, na to, żeby na nie później całą winę nieszczęść swoich zwalić, żeby razem z Gustawem skarżyć się na książki zbójeckie, łamiące posadę skrzydeł tak, iż na dół lotu już zwrócić nie można, a trzeba tylko przeklinać nudny tok rzeczy ziemskich i gardzić istotami powszedniej natury […]

Myśli przewodniej autora niepodobna prawie odgadnąć, tak ukazuje się rzadka, niknie, plącze się i znów wypływa na to, żeby znowu zniknąć w tym labiryncie postaci i wypadków, scen malowanych przepysznie, a powiązanych z sobą nieorganicznie — luźnie, w tej litanii wielkich maksym, szerokich planów, społecznych programatów, satyrycznych inwektyw, w całej tej dziwacznej, choć nie pozbawionej genialnych przebłysków składaninie. Czyżby przyczyną tego był fakt, że powieść Prusa była pisana za długo: że autor jej, człowiek wrażliwy, nakładał na nią w danej chwili farby takie, jakie odpowiadały wewnętrznemu jego usposobieniu, i stąd ta częsta sprzeczność w charakterach działających osób, niejednostajność w poglądach, brak jednolitej budowy i dokładnie przeprowadzonego pomysłu, co wszystko odbija się w powieści z niemałą dla niej ujmą i szkodą? […]

Tak niedawno otrząsnęliśmy się z chorobliwego romantyzmu, tak świeżo wkroczyliśmy na obszerny, tak wszechstronnie zalecany i przechwalany gościniec powieści realistycznej — a już ta nowa szkoła rozwija sztandar i odzywa się z hasłami dziwnymi, jeszcze mniej zdrowymi, niż te, jakie wypisała epoka przeszła; także jakiś mistycyzm, tylko z tą różnicą, że nie religijny jak dawniej, a już tak chorobliwy, że nieledwie do somnambulistycznego stanu podobny; zerwanie ze wszystkim, co jest jasne, proste, zrozumiałe, uwielbienie zaś ciemnej metafory i zawikłanej symbolistyki, pogarda zdrowego sensu, oto cechy utworów pisarzów obozu, który sam przedrwiwając siebie, przybrał ironiczną nazwę dekadentyzmu. Bluźnierstwem zapewne byłoby porównywać ostatnie dzieło Prusa z chorymi wytworami obłąkanych mózgów we Francji: autor Placówki, jeden z najświetniejszych naszych realistów, być nim jeszcze dzisiaj nie przestał. Całe epizody, obrazy, ustępy w Lalce nieraz nie mają sobie równych w całym współczesnym piśmiennictwie; ale z przykrością trzeba powiedzieć, że prądy nowej szkoły znalazły w niej swoje odbicie. […]

Idea książki, jej myśl przewodnia przesiąknięta jest zatem na wskroś strasznym, rozpaczliwym pesymizmem; forma jej po części również dziwaczna, rażąca niezwykłością i wykrzywieniem — oto ogólne wrażenie z powieści po jej pierwszym i jednorazowym przeczytaniu.

Zamęt, z którego sobie trudno zdać sprawę, uniemożliwia w pierwszej chwili rozejrzenie się w szczegółach, wykonanych z mistrzostwem i doskonałością dziwną, na jaką nie zdobyłby się żaden spośród naszych pierwszorzędnych pisarzów współczesnych. Lalka bądź co bądź jest dziełem niepospolitego umysłu i niepospolitego talentu. Najprzód jej styl jest tak giętki a piękny, tak nadający się do skreślenia najdrobniejszych odcieni myśli, taki posłuszny autorowi a taki płynny, potoczysty, jędrny, szybki i zajmujący — że opowiadać podobnie pięknie i świetnie należy do najtrudniejszych i zwykle nieosiąganych zadań kunsztu pisarskiego. Gdyby powieść nie miała zupełnie zalet innych — to samo zapewniłoby jej niewątpliwie powodzenie ogromne i niezwykłe, cóż dopiero, gdy łączy się z tym dowcip swobodny, chociaż zawsze głęboki, dar obserwacji i charakterystyki świetny, znajomość życia, stosunków i uczuć ludzkich niepowszednia, oraz zdumiewająca wiedza pisarza. Ale właśnie ten pesymizm Prusa, stawiający go na stanowisku wysoce obiektywnym, które mu pozwala patrzeć na ludzi z odrębnego punktu widzenia i pod względem artystycznym znacznie ułatwia mu zadanie, ale zarazem marnuje te świetne dary: w oczach autora powieści ludzie rzeczywiście są to śmieszne lalki, na które trzeba jednak patrzeć z wyrozumieniem i współczuciem. Przed okiem czytelnika rozwija się mnóstwo najprzeróżniejszych dążeń, ścierają się z sobą najsprzeczniejsze prądy, przechodzą najrozmaitsi ludzie,jakby w kalejdoskopie; autor pochwycił chwilę rozwoju naszego społeczeństwa sprzed lat kilkunastu, oddał ją, a raczej nie tyle ją, ile prądy wówczas nurtujące z sumienną wiernością: arystokraci, plutokraci i demokraci, romantycy, pozytywiści i socjaliści oto są grupy, na które dzielą się ludzie występujący w powieści; a żadnego z nich nie otacza Prus sympatią większą, nad wszystkimi przechodzi do porządku dziennego, jak gdyby z goryczą i ironią powtarzał: „Wszystko to głupstwo!”. W całej galerii postaci nie ma ani jednego człowieka rozumnego i zdrowego, wszystko są natury zwichnięte moralnie, umysłowo lub etycznie, spaczone wychowaniem, wpływami otoczenia, lektury, ducha czasu, częścią wariaci, częścią nikczemnicy, częścią zupełne pod każdym względem zera. I w ten sposób te przyrodzone dary Prusa zużyte zostały nie tak, jakby użyć dały. Ta sama obiektywna obserwacja, która zrodziła w Placówce Ślimaka, tutaj użyta została na rodzaj karykatury społecznej, która czytelnika do żywego oburza i wstrząsa, ale na którą on żadną miarą nie może się zgodzić. […]

Taka rozpacz i takie zwątpienie jest niezawodnie najstraszniejszym i najzgubniejszym z objawów złych i niezdrowych, których nigdy, a zwłaszcza za naszych dni, nie brak. A nade wszystko smutne i przerażające jest, jeżeli takie uczucia spotyka się u ludzi najwybitniejszych potęgą umysłu i talentu, tych żywych, którzy przed narodem nieść winni pochodnię oświaty i przeświecać nią wśród drogi ciemnej i nadzwyczaj trudnej. Jeżeli od nich wychodzą takie hasła i takie poglądy, jeżeli właśnie oni szerzą moralną zarazę i sprowadzają poddające się im umysły na manowce, które wiodą w niezawodną przepaść, zaczyna się dziać wtedy naprawdę bardzo źle — wtedy naprawdę nawet ci, co im nie wierzą, gotowi są zwątpić, czy my w istocie posuwamy się naprzód?

Opublikowany fragment znajduje się na: wikipedia.pl

Published in: on Styczeń 27, 2014 at 7:06 pm  Comments (2)  
Tags:

The URI to TrackBack this entry is: https://lalkaprusa.wordpress.com/2014/01/27/lalka-boleslawa-prusa-w-recenzjach-cz-7-kazimierz-ehrenberg/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzyDodaj komentarz

  1. […] Kazimierz Ehnerberg, „Kurier Polski” 9-11.03.1890 r. […]

  2. A słowach w „Lalce”: http://toznaczy.wordpress.com/2014/09/29/subiekt-plenipotentem-parweniusza Pozdrawiam i zapraszam🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: